Blog > Komentarze do wpisu
Johnny Rocker. Poznań. 2009-05-06 Kartka ze szkicownia Derric-a

Tak. Pamiętna data.

Grał wtedy DisQuieT. To było jak utrata dziewictwa. Trauma. Na resztę życia. A przynajmniej na dwa tygodnie. Ok, dziesięć dni. Następny poranek przywitał mnie kacem, a to juz nie była trauma. To było piekło! Rzygałem!

Ale nie o tym miałem.

Spotkaliśmy się na rogu Wielkiej i Szewskiej. Dokładnie tam, gdzie Johnny Rocker raczył zaszczycić Poznań swoją obecnością. Był siny, niedeszczowy, czerwcowy wieczór. A ja już w wtedy poczułem, że coś w nim wisi bo tak trudno było się przemieszczać. Za to szczało się bardzo łatwo -o tam , za barierką! Na te brechy.

Ale nic to, brnąłem dalej w tym płynnym powietrzu prowadzony silnym pragnieniem i rękami przyjaciół. Dotarliśmy w końcu do przystani stołu, uiściwszy wcześniej opłaty celne i inne myta tudzież podatki wstęp otwierające, na potwierdzenie tego dzierżąc listy żelazne i insze pieczęcie nietykalność gwarantujące.

Jako że byliśmy trochę przed czasem, rozpostarliśmy nasze skrzydła co by wchłonęły klimat wieczoru, a sami udaliśmy sie do stajenki celem uzupełnienia stanu "płynów fizjologicznych" by poziom rozmowy tudzież elokwencyja pozostały na wysokim, sprawdzonym poziomie.

Udało się!

Jednak co by nie mówić, wszystko zmierzało do z góry obranego celu. Natchniony czekaniem zaczął Darek szkic. Ot dwa, trzy maźnięcia długopisu na kartce szkcownika mające rozwiąć się w nieprzewidywalny ciąg dalszy. Graficzny pomysł rósł w trakcie koncertu, powiększał sie sukcesywnie o nowe obszary w momentach natchnienia twórcy. Występ trwał, szkic pęczniał, muzyka cichła w przerwach pomiędzy nowe kreski pokrywały papier.A ja pchnięty nagłą potrzebą dodania blasku dziełu rzuciłem się do najbliższej świecy i unosząc ją miałem nadzieje pomocy Twórcy. Niestety, nierychliwy mięsień żle przetworzył otrzymany impuls nerwowy - tak powstała pierwsza plama. Za nią przyszły następne ale ich pochodzenie jest dla mnie nieznane, przestałem je rejestrować zajęty dochodzniem przyczyny pierwotnego incydentu.

Zamarłem zdjęty wstydem ułomności nieudacznictwa.

Zresztą sami obaczcie com uczynił temu dziełu, stając się przypadkowym jego destruktorem:

johny rocker disquiet

copyright:deathox

http://www.stormahawk.net

czwartek, 06 sierpnia 2009, elektrzyn

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: wawrzyni, *.209.16.164.getinternet.no
2009/09/03 22:34:48
całkiem fajnie się to przegląda . brat
-
Gość: Deathox, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/09/21 09:01:00
Destruktorem dzieła Waść się odczuwać nie powinłeś, boć w moim mniemaniu wpółtwórcą... Pierwsza plama wosku była przypadkowa, ale dzięki niej zmieniła się koncepcja "dzieła" i efekt końcowy, choć inny od pierwotnie zamierzonego, trafił w antyramie na mą ścianę :D
Skopiuj CSS